Kochani!

Wiele razy wracałam przepraszając za przerwę i obiecując poprawę. Tym razem niczego obiecywać Wam nie chcę, bo wiem, że nie jestem w stanie dotrzymać tych obietnic. Przychodzę do Was dzisiaj nie po to by się tłumaczyć, ale po to by podzielić się tym, co aktualnie dzieje się w środku mnie.

Ostatni czas jest dla mnie wyjątkowo ciężki, a moje życie rozpadło się na setki odłamków. Pewnie każdemu z Was kiedyś coś się stłukło – mnie też ostatnio poleciało na płytki szkło. Spadło z hukiem, a do tego rozpadło się na niewyobrażalną ilość malutkich odłamków, że nie potrafiłam ich wszystkich pozbierać, kilka dni zajęło mi posprzątanie tego bałaganu, a jestem pewna,  że i tak znajdzie się jeszcze jakiś odłamek szła. To zdarzenie idealnie obrazuje to, co dzieje się w moim życiu. Na moją rodzinę nieoczekiwanie spadła wielka bomba, która dokonała przeraźliwą ilość zniszczeń, zadając ból przeszywający na wskroś. Pierwszy raz w swoim życiu poczułam taką pustkę i odrętwienie, że nawet ten ból początkowo nie był tak bardzo odczuwalny. Wiele razy posługiwałam się stwierdzeniem, że „Bóg daje nam tyle, ile jesteśmy w stanie znieść”. Obecnie te słowa są dla mnie zagadką. Kiedy już nie mam siły by wstać z łóżka i iść rano do pracy i zmagać się z milionem spraw, to odrętwienie o którym wcześniej pisałam, sprawia, że mimo wszystko wstaję i robię co mam robić. Jaki jest klucz do tego? Po prostu na chwilę wyłączyć uczucia. Wcześniej nie wiedziałam jak to zrobić, głupie mi się wydawało, jak ktoś mówił  „musisz wyłączyć uczucia”, zawsze odpowiadałam „jak niby mam to zrobić?”. Teraz też nie wiem jak to zrobić, po prostu to samo przychodzi. Ale wiecznie nie da się tak funkcjonować. Kilka godzin dziennie odkładania uczuć na bok sprawia, że wieczorem będąc samemu w mieszkaniu, machina się uruchamia. Jeszcze nigdy w życiu tyle dni pod rząd nie przepłakałam. Pierwszy raz w życiu aż wydawałam z siebie jęk bólu przemieszany z łzami. Codziennie zadaję sobie pytanie „Dlaczego?”. A za tym ciągnie się szereg pytań „Czemu ona” „Czemu teraz” „Dlaczego w ten sposób” itd. Śmierć jest strasznie trudnym przeżyciem i pierwszy raz w życiu opuściła mnie tak bliska mi osoba i szczerze, szukam ciągle sposobu by sobie z tym poradzić. Pielęgnuję wspomnienia i przywołuję nowe, które wydawały się zatarte. Jestem wdzięczna, a przynajmniej staram się być za te wszystkie lata, nauki, uśmiechy i miłość. Bardzo boli to, że muszę żyć tylko na tym, co już się zdarzyło, że odnośnie Jej, już nic nowego nie będzie generowane. Kruchość czasu i ulotność chwil stała się jakby bardziej rzeczywista. Chciałabym jeszcze tyle Jej powiedzieć, usłyszeć, że jest ze mnie dumna, że mnie kocha. Staram się myśleć, że na pewno jest  – była i będzie. Moje uczucia wobec Niej też stały się silniejsze. Paradoksem jest to, że nigdy nie potrafiłam Jej powiedzieć dwóch magicznych słów. Zawsze sądziłam, że ona po prostu to wie, a teraz żałuję, że nigdy jej wprost tego nie powiedziałam i nie mogę zobaczyć Jej oczu, kiedy wypowiadam te słowa. Ta pustka jest wykańczająca, sprawia, że kumuluje się złość, tęsknota, żal i wszystko co utrudnia tą sytuację. Nie da się z tym pogodzić, zaakceptować.

Śmierć sama w sobie nie jest łatwa czy prosta. Ona już i tak jest opatrzona przeogromnym bólem, żalem czy pustką. Wiem, że większość z Was powie, że nie da się na nią przygotować i pewnie może macie rację, ja też wcześniej byłam podobnego stanowiska. Teraz wiem, że jakiekolwiek przygotowanie mogłoby sprawić, że to wszystko stałoby się nie tyle co łatwiejsze, ale odrobinę łagodniejsze. Kiedy mogłabym się przygotować , kiedy pojawiłoby się tylko przypuszczenie, że taka sytuacja mogłaby się zdarzyć, to na pewno powiedziałabym Jej, że Ją kocham. Nie wiem czy ułatwiłoby mi to przejście przez to, co teraz się w moim życiu dzieje, ale przynajmniej nie musiałabym mieć o to żalu do siebie. Gdybym mogła podejrzewać, że w przeciągu kilku dni Ona może mnie opuścić, to podziękowałabym Jej za całe dobro jakim mnie obdarowała, za ciepło i miłość. Mogłabym jeszcze przez chwilę się o Nią potroszczyć, popatrzeć w Jej oczy i zobaczyć być może ostatni uśmiech w Jej życiu. Nie musiałabym odtwarzać w pamięci naszego ostatniego spotkania ponad dwa miesiące temu.

Chciałabym móc pożegnać się tak jak każdy na to zasługuje. Wcześniej nie rozumiałam fenomenu otwartych trumien na pogrzebie. Uważałam, że trzeba zapamiętać tego człowieka takim, jakim był za życia – ciepłym, energicznym. Życie teraz dało mi porządną naukę. Pożegnanie się z patrzeniem na zmarłą osobę sprawia, że zaczynasz wierzyć, że Ona naprawdę odchodzi. Nie masz się już co łudzić i mieć nadzieję, że zaraz zadzwoni i usłyszysz jej głos. Możesz ostatni raz uścisnąć jej dłoń, bo już nigdy jej nie zobaczysz. Uważam, że nikt nigdy nie powinien mieć odebranej możliwości takiego pożegnania. Bo jak masz się pogodzić i uwierzyć w to wszystko nie patrząc? Nikt nie powinien by zmuszonym do patrzenia na zaspawaną trumnę i wyobrażania sobie, że tam jest jej bliski. Tyle bólu i utrudnień sprawia, że śmierć staje się czymś cholernie trudnym. Ludzie zdobywają szczyty, bieguny, a moim Mount everest’em stało się przejście przez tą sytuację.

Chciałabym aby ten koszmar zakończył się tak szybko jak się zaczął. Czekając dwa tygodnie na pożegnanie się z Nią czuję się wykończona i tak jakbym przestała żyć przez ten czas. Dwa tygodnie bólu, pustki, żalu, nerwów i problemów. Milion dat pogrzebu, niezliczona ilość telefonów, łez, spojrzeń czy pytań, sprawiła, że pokonywanie bólu przemieniło się w odrętwienie. Te wszystkie emocje kumulują się by w jednym momencie przekroczyć postawioną granicę i po prostu wyjść na zewnątrz. Za mną naprawdę trudne dwa i pół tygodnia, a przede mną dwa dni do …. Nie wiem nawet jak to nazwać – pożegnania? Czy ja będę kiedykolwiek w stanie się z Nią pożegnać? Pochowania? Czy to jest to właściwe słowo? Nie wiem, cały czas szukam odpowiedzi i przez najbliższe dni, tygodnie czy miesiące pewnie tak będzie.  Środa będzie dniem, kiedy te wszystkie emocje ze mnie wyjdą, kiedy ponownie rozpadnę się na milion kawałków, tak jak 8 lipca i przez następne dni. Czuję jakbym niezliczoną ilość razy spadała i się roztrzaskiwała na coraz to większą ilość odłamków. Jak znaleźć sposób by się poskładać? Jak żyć dalej wiedząc, że już nigdy….

Powiedzcie swoim bliskim, że ich kochacie. Nie tkwijcie w przeświadczeniu, że oni to wiedzą, że to takie oczywiste. Uwierzcie mi, że może teraz nie poczujecie tej ulgi, ale kiedy odejdą, jedno zmartwienie Wam odejdzie. Niby to nie kosztuje wiele, ale trzeba mieć w sobie dużo siły by powiedzieć  „Kocham Cię”. Nie mówcie tego ot tak, powiedzcie to z pełnym przekonaniem i wiarą, że tak właśnie jest. Nie musicie odpowiadać na pytanie „za co”. To głupie. Kocha się za całokształt. Każdy ma swój sposób na troskę – Ona lubiła się wtrącać, narzekać, gdybać, zamartwiać się, lubiła dzwonić do mnie o 8 rano w dzień wolny, lubiła się wypytywać o chłopaka itd. To był Jej sposób na troskę i miłość. Wcześniej oczywiście, że mnie to denerwowało, a teraz oddałabym wszystko by do mnie zadzwoniła nawet o 6 rano. Teraz odebrałabym mówiąc, że miło jest się obudzić słysząc jej głos, czy podziękowałabym Jej, że tak wcześnie rano o mnie pomyślała.

Pozostało mi się modlić za Nią i robić wszystko by tam na górze była ze mnie dumna.

Wiem, że przyjdzie czas kiedy podziękuję Bogu za Nią, za te 24 lata mojego życia, które mogłam z Nią spędzić. Teraz jeszcze nie jestem na to gotowa, nadal czuję złość i żal, za to, że w taki sposób, że jest 1200 km ode mnie, że jest tam sama i że nie mogę się z nią pożegnać, tylko pozostaje mi patrzeć na jej zdjęcie – na pogrzebie i teraz, i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność.

8 lipca odeszła ode mnie moja najukochańsza Babcia, kobieta niesamowicie mi bliska, którą kochałam i kochać będę całym swoim sercem, całą sobą. Kobieta, która nauczyła mnie czytać, pisać a także nauczyła mnie tabliczki mnożenia, dzięki której mam swojego ukochanego psa. Kobieta, która dała mi mnóstwo radości i wspomnień, która była wspaniałym człowiekiem, dla mnie najlepszą Babcią pod słońcem.

 

Chciałabym abyś była ze mnie dumna, abyś tam na górze mogła opowiadać o całym dobrze, które Tobie dałam. Obiecuję czynić wszystko, by być lepszą wnuczką i dbać o dziadka.

 

A sobie obiecuję, że swoim pozostałym dziadkom, bliskim, powiem, że ich kocham i podziękuję za wszystko co od nich otrzymałam.

Jeżeli ktoś z Was ma ochotę, to niech wesprze Nas modlitwą – moją Babcię, całą naszą rodzinę, która przeżywa niewyobrażalną tragedię i stratę.

A ja może kiedyś się pozbieram i do Was wrócę.